Poczytam ci bajeczkę, czyli Dzień Dziecka z książką
01-06-2010
Tematyka książek dla dzieci przechodzi swoistą metamorfozę. Można zaobserwować trend poruszania zagadnień trudnych dla dzieci, jak np. choroba, śmierć, czy depresja. Literatura taka w sposób przystępny, obrazowy i pouczający trafia do najmłodszych. W jakie zatem książki warto zaopatrzyć biblioteczkę dziecka? Wszystkie informacje na ten temat i najciekawsze pozycje w artykule Agnieszki Wolny – Hamkało (Gazeta Wyborcza, 1.06.2010):
Śmierć i choroby, feminizm, prawa człowieka, rozwody - w literaturze dla dzieci nie ma już tematów zbyt trudnych. Kategoria "dla dzieci" powoli staje się umowna, a korzystać mogą na tym także dorośli.
Od kilku lat kiczowate, infantylne książki dla dzieci odchodzą do lamusa. Zastępują je książki autorskie - znakomite edytorsko, dobrze napisane i zilustrowane z klasą. Masowo pisać dla dzieci zaczęli "dorośli" prozaicy, poeci, a nawet filozofowie i dziennikarze.
Multikulti i wyzwania dla drukarza
Najpierw były przekłady, dzięki którym mogliśmy się przekonać, co takiego zmontowali dla dzieci Toni Morrison, Dubravka Ugrešić czy Neil Gaiman. Zmieniła się tematyka: zamiast tradycyjnych bajek o wiośnie dostaliśmy trawestacje mitów, książki łamiące stereotypy i sięgające po tabu, rzeczy uznawane za zbyt poważne dla najmłodszego czytelnika: politykę, fizjologię, filozofię, historię, przemoc.
Ostatni rok ten trend tylko pogłębił. Ale pojawiły się także nowe. Najbardziej wyrazisty to kierunek zwany potocznie "multikulti".
Dobrze ilustrują go książki „Yumi” Annelore Parot (Format) i „Fikus” (Hokus-Pokus) - przygodowa książka Wandy Mycielskiej. Dekoracje, w jakich rozgrywa się ta druga - kipiące zielenią lasy, papugi i tukany, palmy - to dla nas symbole egzotyki. Jest zamorsko i podróżniczo. Z kolei „Yumi” - oprócz multikulturowości (bohaterką jest drewniana lalka kokeshi, z którą czytelnik odkrywa zwyczaje, ubiory i kuchnię Japonii) pokazuje jeszcze inny trend: książka staje się przedmiotem do zabawy. Wycinanki, zakładki, okienka, strony zróżnicowane wymiarami - wszystko, co stanowi wyzwanie dla drukarza, jest tu dodatkową frajdą dla czytelnika.
Czemu mama płacze
Jest też silny nurt „medyczny”. Po co dzieciom książki o chorobach? Pomagają radzić sobie z trudnymi emocjami, pojąć chorobę i związane z nią zmiany, nowe trudne rytuały i kłopoty rodziców. Przykład? „Włosy mamy” Gro Dahle i Sveina Nyhusa (EneDueRabe), norweska opowieść o depresji. Dlaczego pogodna mama, aktywna i pomysłowa, zakopuje się nagle w pościeli, płacze i przestaje wychodzić z pokoju, nie dbając o to, czy córeczka ma coś do jedzenia? Jak to możliwe, że przestaje ją zajmować praca i zabawa, cały świat? „Głupia Mama! Leniwa Mama!” - myśli bohaterka, a włosy jej mamy stają się nagle skłębione („ściana krzewów, las splotów”), a ujarzmić je może tylko pan doktor.
Z lekkością i mądrze, a nawet na wesoło o chorobach opowiadają także książki doktora Wojciecha Feleszki z wybitnymi ilustracjami Ignacego Czwartosa (Hokus-Pokus), który tytułowe „Lądowanie rinowirusów” przedstawia jako najazd fantastycznych stworów w malowniczej maszynie z piekła rodem. Ale są też: oswajająca padaczkę rzecz „O małpce, która spadła z drzewa” Ałbeny Grabowskiej-Grzyb, książka o niedoborze wzrostu „Jak Maciek przestał być małym” Melanii Żakówny i „Bajka na astmę” Agnieszki Tyszki. Wszystkie opublikowane przez wydawcę portalu TacyJakJa.pl.
Książki te oczywiście nie są skierowane wyłącznie do dzieci dotkniętych konkretnymi chorobami. To przede wszystkim wzruszające historie, które pomagają zrozumieć mechanizmy choroby w ogóle, uczą dzieci nie tylko współczucia, ale też współpracy. Ucząc rozumienia bliźniego, rozwijają to, na czego deficyt narzekają Polacy - chodzi o "aktywność obywatelską".
Cały artykuł dostępny na stronie: http://wyborcza.pl/1,75475,7958776,Poczytam_ci_bajeczke__czyli_Dzien_Dziecka_z_ksiazka.html
Serdecznie polecamy
Śmierć i choroby, feminizm, prawa człowieka, rozwody - w literaturze dla dzieci nie ma już tematów zbyt trudnych. Kategoria "dla dzieci" powoli staje się umowna, a korzystać mogą na tym także dorośli.
Od kilku lat kiczowate, infantylne książki dla dzieci odchodzą do lamusa. Zastępują je książki autorskie - znakomite edytorsko, dobrze napisane i zilustrowane z klasą. Masowo pisać dla dzieci zaczęli "dorośli" prozaicy, poeci, a nawet filozofowie i dziennikarze.
Multikulti i wyzwania dla drukarza
Najpierw były przekłady, dzięki którym mogliśmy się przekonać, co takiego zmontowali dla dzieci Toni Morrison, Dubravka Ugrešić czy Neil Gaiman. Zmieniła się tematyka: zamiast tradycyjnych bajek o wiośnie dostaliśmy trawestacje mitów, książki łamiące stereotypy i sięgające po tabu, rzeczy uznawane za zbyt poważne dla najmłodszego czytelnika: politykę, fizjologię, filozofię, historię, przemoc.
Ostatni rok ten trend tylko pogłębił. Ale pojawiły się także nowe. Najbardziej wyrazisty to kierunek zwany potocznie "multikulti".
Dobrze ilustrują go książki „Yumi” Annelore Parot (Format) i „Fikus” (Hokus-Pokus) - przygodowa książka Wandy Mycielskiej. Dekoracje, w jakich rozgrywa się ta druga - kipiące zielenią lasy, papugi i tukany, palmy - to dla nas symbole egzotyki. Jest zamorsko i podróżniczo. Z kolei „Yumi” - oprócz multikulturowości (bohaterką jest drewniana lalka kokeshi, z którą czytelnik odkrywa zwyczaje, ubiory i kuchnię Japonii) pokazuje jeszcze inny trend: książka staje się przedmiotem do zabawy. Wycinanki, zakładki, okienka, strony zróżnicowane wymiarami - wszystko, co stanowi wyzwanie dla drukarza, jest tu dodatkową frajdą dla czytelnika.
Czemu mama płacze
Jest też silny nurt „medyczny”. Po co dzieciom książki o chorobach? Pomagają radzić sobie z trudnymi emocjami, pojąć chorobę i związane z nią zmiany, nowe trudne rytuały i kłopoty rodziców. Przykład? „Włosy mamy” Gro Dahle i Sveina Nyhusa (EneDueRabe), norweska opowieść o depresji. Dlaczego pogodna mama, aktywna i pomysłowa, zakopuje się nagle w pościeli, płacze i przestaje wychodzić z pokoju, nie dbając o to, czy córeczka ma coś do jedzenia? Jak to możliwe, że przestaje ją zajmować praca i zabawa, cały świat? „Głupia Mama! Leniwa Mama!” - myśli bohaterka, a włosy jej mamy stają się nagle skłębione („ściana krzewów, las splotów”), a ujarzmić je może tylko pan doktor.
Z lekkością i mądrze, a nawet na wesoło o chorobach opowiadają także książki doktora Wojciecha Feleszki z wybitnymi ilustracjami Ignacego Czwartosa (Hokus-Pokus), który tytułowe „Lądowanie rinowirusów” przedstawia jako najazd fantastycznych stworów w malowniczej maszynie z piekła rodem. Ale są też: oswajająca padaczkę rzecz „O małpce, która spadła z drzewa” Ałbeny Grabowskiej-Grzyb, książka o niedoborze wzrostu „Jak Maciek przestał być małym” Melanii Żakówny i „Bajka na astmę” Agnieszki Tyszki. Wszystkie opublikowane przez wydawcę portalu TacyJakJa.pl.
Książki te oczywiście nie są skierowane wyłącznie do dzieci dotkniętych konkretnymi chorobami. To przede wszystkim wzruszające historie, które pomagają zrozumieć mechanizmy choroby w ogóle, uczą dzieci nie tylko współczucia, ale też współpracy. Ucząc rozumienia bliźniego, rozwijają to, na czego deficyt narzekają Polacy - chodzi o "aktywność obywatelską".
Cały artykuł dostępny na stronie: http://wyborcza.pl/1,75475,7958776,Poczytam_ci_bajeczke__czyli_Dzien_Dziecka_z_ksiazka.html
Serdecznie polecamy