Rodzice wybierają się do ratusza by zmienić miasto - Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
12-05-2010
Młode mamy i ojcowie zrzeszeni w akcji Rodzic Działa zaczynają walkę o nowoczesne i czyste place zabaw w Bydgoszczy. Dziś (10.05) spotykają się w tej sprawie z zastępcą prezydenta.
Rozpoczęli od dyskusji we własnym gronie (do akcji włączyło się już ok. 50 rodziców). Później zbierali opinie o bydgoskich placach zabaw wśród znajomych i na forach internetowych. Usłyszeli jednomyślny chór niezadowolonych. - Niestety, jest na co narzekać - mówi Jolanta Gawryłkiewicz, pomysłodawczyni akcji Rodzic Działa, mama 4-letniej Tosi. - Znam fajny plac zabaw przy ul. Granicznej. Ale co z tego? Długo tam z dzieckiem nie zabawię, z przedszkolakami tam nie posiedzę. Plac nieogrodzony, na ławkach towarzystwo używające niewybrednej polszczyzny popija piwko, w piaskownicy - pety. Na wielu osiedlach w ogóle nie ma gdzie z dzieckiem usiąść.
Dyskusja na ten temat trwa m.in. na forum "mamy z Bydgoszczy". - Z placami zabaw jest jakaś masakra - pisze internautka o nicku niussia82. I dodaje: - Mieszkałam przez kilka lat w Warszawie. Tam przy każdym skupisku bloków są place zabaw - nowe i bezpieczne. W Bydgoszczy widziałam tylko jeden w miarę sensowny - w parku Kochanowskiego - jednak daleka jestem od zachwytów. Mieszkam w Fordonie i jedyne co tu widzę to odmalowane na kolorowo place z czasów PRL-u.
Dlatego przedstawicielki akcji Rodzic Działa wybierają się do ratusza. W południe matki spotkają się z Lucyną Kojder-Szwedą, zastępcą prezydenta miasta odpowiedzialną za inwestycje.
- Miasto ma pieniądze na budowę kilku placów zabaw, chcemy mieć wpływ na ich kształt i sposób zarządzania nimi - mówi Gawryłkiewicz (chodzi m.in. o place zaplanowane na Wyspie Młyńskiej i przy Kanale Bydgoskim). - Są wśród nas architektki, designerki, jedna nawet pisała pracę magisterską o placach zabaw. W głowach roi nam się od pomysłów.
Jakich placów chce Rodzic Działa? Po pierwsze: niestandardowych. Kolorowych, z naturalnych materiałów, ale o różnych kształtach i fakturach, bo to rozwija dzieci. Na Wyspie marzy im się coś bardzo oryginalnego. Może by w tym placu wykorzystać wodę? - zastanawiają się.
Po drugie: dobrze zarządzanych. - Dziś tak naprawdę nie wiadomo, kto którym placem administruje - mówi Gawryłkiewicz. - Wielokrotnie szukałam na tablicach z regulaminami numeru telefonu do kogoś, u kogo można interweniować, gdy gwoździe niebezpiecznie wystają ze zjeżdżalni. Nic z tego. A to przecież prosta sprawa. Poznański ratusz na stronie internetowej opisał, kto zarządza którym placem.
Matki chcą też porozmawiać z urzędnikami o możliwości ogrodzenia i monitorowania niektórych placów. - Nawet, jeśli miałoby to kosztować rodziców np. 2 zł za wstęp - mówi Gawryłkiewicz.
Maciej Grześkowiak, zastępca prezydenta: - Daliśmy matkom i ojcom z Rodzic Działa zielone światło. Ich inicjatywa to jak łyk świeżego powietrza. Mają pomysły, doświadczenia. Chętnie z nich skorzystamy.
To nie pierwszy raz, kiedy Rodzic Działa próbuje włączyć się do dyskusji o stworzeniu w mieście przestrzeni przyjaznej dzieciom. Ratusz już obiecał stowarzyszeniu lokal w centrum miasta, w którym będą mogli stworzyć kawiarnię dla rodziców z dziećmi: z zabawkami, bez papierosów i alkoholu. Akcja finalizuje też umowę z ADM w sprawie przekazania budynku przy ul. Reja. Powstanie tam przedszkole dla mam, które po urlopie wychowawczym usiłują wrócić na rynek pracy. Najpewniej ruszy jesienią.
Wcześniej rodzice zostali zaproszeni do rozmów w sprawie Myślęcinka. Pomysłów im nie brakowało. Np. na ogród botaniczny. - Tam można stworzyć raj dla dzieci - mówi Gawryłkiewicz. - Labirynty z bukszpanów, czy wikliny, miejsca, gdzie mogą same zasadzić krzaczek, czy kwiatka, czy powąchać ziół.
Ale na dyskusjach o botaniku, podniszczonym placu zabaw i straszącym lunaparku się skończyło. - Bijemy głową w mur. Słyszymy wciąż to samo: nie ma pieniędzy. Podsuwałyśmy nawet pomysły, jak zarobić: może środki unijne, albo firma projektująca ogrody, sklep ogrodniczy? I nic.
Grześkowiak: - Tu trzeba pokory. Koncepcja zagospodarowania Wyspy Młyńskiej też powstawała siedem lat. Myślęcinek też będzie się zmieniał małymi kroczkami.
Akcja Rodzic Działa rozpoczęła już współpracę z kameralną księgarnią i kawiarnią Kolorową, przystosowaną dla najmłodszych. Prowadzi ją Beata Jarząbek, matka trójki dzieci. Zakładając kawiarnię ustawiła na półkach nie tylko literaturę piękną, czy albumy. Dwa regały poświęciła literaturze dziecięcej. Położyła dywan w kwiaty, ustawiła mały stoliczek, przyniosła zabawki. - Chciałam stworzyć miejsce spotkań, a wiem, że dzieci i ich rodzice takiego potrzebują - mówi.
Jej współpraca z Rodzic Działa nie będzie ograniczać się tylko do użyczenia miejsca na dyskusje (pierwsze spotkanie w Kolorowej dziś o godz. 17), ale ma zaowocować konkretnymi projektami dla najmłodszych. Pierwsze spotkanie w sobotę o 10. Maluchy zobaczą teatrzyk "O Kmiotku i soczewicy".
Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz, 10 maja 2010.
Rozpoczęli od dyskusji we własnym gronie (do akcji włączyło się już ok. 50 rodziców). Później zbierali opinie o bydgoskich placach zabaw wśród znajomych i na forach internetowych. Usłyszeli jednomyślny chór niezadowolonych. - Niestety, jest na co narzekać - mówi Jolanta Gawryłkiewicz, pomysłodawczyni akcji Rodzic Działa, mama 4-letniej Tosi. - Znam fajny plac zabaw przy ul. Granicznej. Ale co z tego? Długo tam z dzieckiem nie zabawię, z przedszkolakami tam nie posiedzę. Plac nieogrodzony, na ławkach towarzystwo używające niewybrednej polszczyzny popija piwko, w piaskownicy - pety. Na wielu osiedlach w ogóle nie ma gdzie z dzieckiem usiąść.
Dyskusja na ten temat trwa m.in. na forum "mamy z Bydgoszczy". - Z placami zabaw jest jakaś masakra - pisze internautka o nicku niussia82. I dodaje: - Mieszkałam przez kilka lat w Warszawie. Tam przy każdym skupisku bloków są place zabaw - nowe i bezpieczne. W Bydgoszczy widziałam tylko jeden w miarę sensowny - w parku Kochanowskiego - jednak daleka jestem od zachwytów. Mieszkam w Fordonie i jedyne co tu widzę to odmalowane na kolorowo place z czasów PRL-u.
Dlatego przedstawicielki akcji Rodzic Działa wybierają się do ratusza. W południe matki spotkają się z Lucyną Kojder-Szwedą, zastępcą prezydenta miasta odpowiedzialną za inwestycje.
- Miasto ma pieniądze na budowę kilku placów zabaw, chcemy mieć wpływ na ich kształt i sposób zarządzania nimi - mówi Gawryłkiewicz (chodzi m.in. o place zaplanowane na Wyspie Młyńskiej i przy Kanale Bydgoskim). - Są wśród nas architektki, designerki, jedna nawet pisała pracę magisterską o placach zabaw. W głowach roi nam się od pomysłów.
Jakich placów chce Rodzic Działa? Po pierwsze: niestandardowych. Kolorowych, z naturalnych materiałów, ale o różnych kształtach i fakturach, bo to rozwija dzieci. Na Wyspie marzy im się coś bardzo oryginalnego. Może by w tym placu wykorzystać wodę? - zastanawiają się.
Po drugie: dobrze zarządzanych. - Dziś tak naprawdę nie wiadomo, kto którym placem administruje - mówi Gawryłkiewicz. - Wielokrotnie szukałam na tablicach z regulaminami numeru telefonu do kogoś, u kogo można interweniować, gdy gwoździe niebezpiecznie wystają ze zjeżdżalni. Nic z tego. A to przecież prosta sprawa. Poznański ratusz na stronie internetowej opisał, kto zarządza którym placem.
Matki chcą też porozmawiać z urzędnikami o możliwości ogrodzenia i monitorowania niektórych placów. - Nawet, jeśli miałoby to kosztować rodziców np. 2 zł za wstęp - mówi Gawryłkiewicz.
Maciej Grześkowiak, zastępca prezydenta: - Daliśmy matkom i ojcom z Rodzic Działa zielone światło. Ich inicjatywa to jak łyk świeżego powietrza. Mają pomysły, doświadczenia. Chętnie z nich skorzystamy.
To nie pierwszy raz, kiedy Rodzic Działa próbuje włączyć się do dyskusji o stworzeniu w mieście przestrzeni przyjaznej dzieciom. Ratusz już obiecał stowarzyszeniu lokal w centrum miasta, w którym będą mogli stworzyć kawiarnię dla rodziców z dziećmi: z zabawkami, bez papierosów i alkoholu. Akcja finalizuje też umowę z ADM w sprawie przekazania budynku przy ul. Reja. Powstanie tam przedszkole dla mam, które po urlopie wychowawczym usiłują wrócić na rynek pracy. Najpewniej ruszy jesienią.
Wcześniej rodzice zostali zaproszeni do rozmów w sprawie Myślęcinka. Pomysłów im nie brakowało. Np. na ogród botaniczny. - Tam można stworzyć raj dla dzieci - mówi Gawryłkiewicz. - Labirynty z bukszpanów, czy wikliny, miejsca, gdzie mogą same zasadzić krzaczek, czy kwiatka, czy powąchać ziół.
Ale na dyskusjach o botaniku, podniszczonym placu zabaw i straszącym lunaparku się skończyło. - Bijemy głową w mur. Słyszymy wciąż to samo: nie ma pieniędzy. Podsuwałyśmy nawet pomysły, jak zarobić: może środki unijne, albo firma projektująca ogrody, sklep ogrodniczy? I nic.
Grześkowiak: - Tu trzeba pokory. Koncepcja zagospodarowania Wyspy Młyńskiej też powstawała siedem lat. Myślęcinek też będzie się zmieniał małymi kroczkami.
Akcja Rodzic Działa rozpoczęła już współpracę z kameralną księgarnią i kawiarnią Kolorową, przystosowaną dla najmłodszych. Prowadzi ją Beata Jarząbek, matka trójki dzieci. Zakładając kawiarnię ustawiła na półkach nie tylko literaturę piękną, czy albumy. Dwa regały poświęciła literaturze dziecięcej. Położyła dywan w kwiaty, ustawiła mały stoliczek, przyniosła zabawki. - Chciałam stworzyć miejsce spotkań, a wiem, że dzieci i ich rodzice takiego potrzebują - mówi.
Jej współpraca z Rodzic Działa nie będzie ograniczać się tylko do użyczenia miejsca na dyskusje (pierwsze spotkanie w Kolorowej dziś o godz. 17), ale ma zaowocować konkretnymi projektami dla najmłodszych. Pierwsze spotkanie w sobotę o 10. Maluchy zobaczą teatrzyk "O Kmiotku i soczewicy".
Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz, 10 maja 2010.
